Sport psich zaprzęgów stał się ich sposobem na życie. Na co dzień trenują psy, co weekend jeżdżą na zawody i wygrywają. W rodzinie mistrzów tego sportu wszystko kręci się wokół ośmiu czworonogówNie da się tego sportu uprawiać samemu. Pies tak się ekscytuje na starcie, że dostaje małpiego rozumu. Trzeba go trzymać za obrożę, a z tyłu za szelki i pilnować, by nie przegryzł linki. Można poprosić kogoś o pomoc, ale każdy zawodnik woli, by to był ktoś z rodziny. Ktoś, kogo pies zna – opowiada o sporcie psich zaprzęgów Anna Pawłowska-Witek.  
Rankiem psy, w południe psy...
W rodzinie Anny psy pojawiły się osiem lat temu. Jej siostra Beata Pawłowska chciała mieć mastifa, ale Tomasz, mąż Anny, przeczytał w gazecie, że ktoś chce oddać husky, i namówił na niego Beatę. Wzięła psa z ogłoszenia, poznała ludzi, którzy uprawiają zaprzęgi, i sama zaczęła trenować. Zaraziła tym męża Anny i jej 17-letniego syna Piotra. Zaczęli uprawiać sport zaprzęgowy całą rodziną. Kupili kolejne psy. Dziś mają ich osiem.
Z czasem każde z nich wybrało coś dla siebie. Piotrek jeździ z jednym psem na rowerze albo na nartach. Tomasz z dwoma – na hulajnodze, a zimą na saniach. Beata uprawia – jak Piotr – bikejoring, czyli jazdę na rowerze z psem. Anna zrobiła uprawnienia przy Polskim Związku Sportu Psich Zaprzęgów i pracuje na mistrzostwach jako sędzia. Wszyscy należą do klubu Grey, zrzeszającego zawodników i miłośników sportu zaprzęgowego.
Tomasz trenuje cztery psy, Piotr jednego, a Beata trzy. Wszystkie zwierzaki mieszkają na działce Anny i Tomasza, a opiekuje się nimi cała rodzina. Przed pójściem do pracy o 6 rano Beata karmi je i wypuszcza z kojca, by pobiegały. O 9 przyjeżdża Anna lub Tomasz i psy są zabierane na spacer. Kolejny raz wpadają na działkę między 12 a 13 i po południu o 16. Po 18, po szkole, przychodzi pora Piotra. Wieczorami wszyscy trenują czworonogi.
Ostatnie karmienie jest o 21. Psy jedzą mieloną wołowinę i korpusy kurczaków. – Dają z siebie wszystko podczas treningów i zawodów, więc i my chcemy dać im to, czego im potrzeba, by były zdrowe i sprawne – mówi Anna. Z Tomaszem gotują jedzenie dla psów w mieszkaniu w Grodzisku Mazowieckim. Z garnków przerzucają wszystko do wiadra i wożą na działkę na drugi koniec miasta. Kiedy się pojawiają, cała ferajna od razu do nich biegnie. – Można na nie patrzeć godzinami. Oglądać to, co wyczyniają, jak film. Na działce mamy staw. Kiedyś Lara, suka Beaty, biegała ze szczupakiem w pysku, innym razem Nitro Piotrka zrywał z drzewa jabłka jak żyrafa, bo jest najwyższy ze wszystkich psów.
Lato dla pracy, zima dla treningów
Anna i Tomasz uprawiają wolne zawody. Ona projektuje ogrody, on zajmuje się ich systemem nawodnieniowym. Dzięki temu mogą kilka razy dziennie zajmować się psami. Pracują od wiosny do jesieni, zimą mają wolne. Właśnie wtedy, kiedy psy potrzebują intensywnych treningów. – Nie jest łatwo wyjść z nimi, gdy za oknem plucha. Ale zakłada się kalosze, dziesięć warstw ubrań i w drogę – mówi Anna. Co ciekawe, prawie wcale się nie przeziębiają. – Psy nas hartują – mówią zgodnie. 
Dzięki uprawianiu tego sportu poznali wielu ciekawych ludzi. Kiedyś, gdy odwołano zawody, wzięli agregaty, załatwili toi-toie i zebrali się koło Szklarskiej Poręby z przyczepami kempingowymi. – Żyliśmy w tych spartańskich warunkach od świąt Bożego Narodzenia do Nowego Roku. Niczego nam nie brakowało. Najważniejsze, że mogliśmy wspólnie trenować nasze psy w górskich warunkach – opowiada Tomasz.
Najmilej wspominają wyprawy z innymi rodzinami w zaprzęgach po 6-8 psów w saniach i na nartach w Jakuszycach. Na koniec takiego dnia spotykają się w ruskiej bani albo... kąpią się w przerębli, a wieczorem rozpalają ognisko.
Trzeba mieć pasję i kochać psy, by stale z nimi wyjeżdżać. Ania: – W zawodach startują kolarze. Myślą, że skoro są dobrzy na rowerze, to wygrają też w zaprzęgu z psem. Nie wygrywają. Żeby był sukces, musi być symbioza z czworonogiem. Musi być zespół.
To tak, jak ze szkołą
Zespół tworzą Piotr, mistrz Europy juniorów w bikejoringu, i jego pies Nitro – eurodog (krzyżówka wyżła, charta i alaskan husky). Piotrek wszedł na Tarnicę, gdy miał 10 miesięcy. Na plecach mamy. Jego rodzice zawsze byli aktywni. Chodzili po górach, jeździli na rowerach. talizmany Zanim Piotr zaczął zdobywać czołowe miejsca w zawodach zaprzęgowych w Polsce i w Europie, przez pięć lat trenował dżudo, pływanie, jazdę konną, tenis, ping-ponga oraz jeździł na rowerze na hopkach. Na brak zajęć nigdy więc nie narzekał. Dziś wstaje o 6, bo dojeżdża do liceum w Komorowie, wraca do Grodziska o 16, a potem ma angielski albo trenuje z psem.
Kiedy mały Nitro pojawił się w ich mieszkaniu, Piotr uczył go wszystkiego. – Piotrek uwielbia spać, ale jak musiał z Nitrem wychodzić w nocy, to wychodził. W piżamie. Nie powiedział nigdy: Mamo, ty wyjdź. Wiedział, że pies to obowiązek. Psy uczą dzieci dyscypliny – opowiada Anna. Piotrek mówi, że to tak, jak ze szkołą: trzeba się zmusić i wyjść. A Tomasz dodaje, że Piotrek potrafi godzinę odkrawać z mięsa żelatynę, którą pies uwielbia.
Z ósemką na wakacje
Rodzinnie jeżdżą na nartach – bez psów, ale... zabierają je z sobą w góry. – Ostatnio chcieliśmy się wybrać na narty do Korbielowa. Znaleźliśmy miejsce i spytaliśmy gospodynię, czy możemy przyjechać z psami. Chciała wiedzieć, z iloma, więc powiedziałam, że z ośmioma. Westchnęła: Ojej… Ale gdy wytłumaczyłam, że będą mieszkały w przyczepie, a nie w pokojach, bo tam dla nich za ciepło, zgodziła się – opowiada Anna. Gdy wybierają się do rodziny na parę dni, psy też im towarzyszą. Dobrze znoszą podróże. Kiedy widzą, że zaczyna się pakowanie, są tak podekscytowane, że nie mogą usiedzieć w kojcu.
Cała rodzina jak jeden mąż stwierdza, że ich życie bez psów byłoby smutne. – Wszystko się wokół nich kręci. Kupiliśmy dla nich przyczepę, trzeba było pomyśleć o samochodzie, który by ją pociągnął… Tak to już jest. Zaczyna się od jednego psa, a kończy na kilku – śmieje się Tomasz. I dodaje: – My i tak mamy ich mało, niektórzy dochodzą do dwudziestu...
Komentarzy: 1
   Najsłynniejszy po Rin Tin Tinie pies Hollywood Choć nie miał arystokratycznego pochodzenia, jako kundelek zaskarbił sobie uczucia wielu pokoleń Amerykanów